Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 167
A+ A A-

Kobietą być (w Azji)

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Uwielbiam robić zdjęcia portretowe. Najlepiej ludziom, których twarze w niczym nie przypominają już niemowlęcej pupy, gładko niewinnej i o głębi wyrazu budyniu waniliowego. Od lat fascynują mnie wizerunki starszych osób, zwłaszcza kobiet o twarzach szczegółowo pooranych życiem jak mapy topograficzne. W porównaniu z nimi, twarze młodych kobiet przywodzą na myśl mapy fizyczne, które za pomocą linii krzywych i barw (makijażu) jedynie odwzorywują ukształtowanie powierzchni, płaskiego jeszcze, terenu.

Mój fotograficzny pociąg do kobiet nie ma nic wspólnego z feminizmem ani z "gender studies"1. Któraś z kobiet potrzebujących mężczyzny jak ryba roweru2 stwierdziła zresztą, że trzeba być osobą naprawdę mało ambitną, aby pragnąć dorównać mężczyźnie. Z tym można jeszcze na upartego się zgodzić, ale już porównywanie płci pięknej do niemych kręgowców wodnych jest zgoła niedorzeczne, bo każdy wie, że kobieta jest istotą nad wyraz komunikatywną, a na dodatek ciepłolubną. Zresztą trudno powiedzieć czy kobietom w ogóle chciałoby się tworzyć jakiś ruch feministyczny, gdyby nie Freud, postrzegający osoby płci żeńskiej jako istoty zdeformowane tylko dlatego, że pozbawione jednego małego szczegółu (czy on przypadkiem nie był gejem?) i jego uczeń, Jacques Lacan, który uznawał kobietę za "nadwyżkę natury", twierdząc, że w istocie podmiot męski i kobieta nie są odrębnymi bytami samymi w sobie (biseksualista?). Dziwnym zbiegiem okoliczności u podstaw wszystkich tych psychonaukowych teorii leżało "słowo na f". Czyżby fallusowe obsesje mężczyzn niepewnych własnej orientacji seksualnej? Zaprzyjaźniony Gej zawsze się dziwi, jak dwie kobiety mogą uprawiać ze sobą miłośc, skoro nie posiadają "narzędzia". A może feministyczne rybie manifesto powinno brzmieć: "Kobieta tak potrzebuje mężczyzny, jak ryba potrzebuje laski"?

Robiąc zdjęcia takie a nie inne, nie staram się też nawiązywać do "gender studies", nowego kierunku w naukach społecznych. Podpieranie się językiem angielskim wynika zapewne z faktu, że polskie tłumaczenie: "studia genderowe" brzmi chyba jeszcze bardziej niezręcznie od obcojęzycznego odpowiednika. Z definicji "gender studies" to kierunek zajmujący się badaniem różnic kulturowych wynikających z odmienności płci, ale w praktyce dochodzi do nieporozumień i większości określenie kojarzy się z feminizmem, a dokładnie z dyskryminacją kobiet. A w "gender studies" nie chodzi nawet o bipolarny podział na płeć żeńską i męską, tylko o płeć biologiczną i kulturową. Wiemy już, że płeć biologiczna nie zawsze musi być stricte męska i żeńska, bo genitalia potrafią płatać psikusy. Od transpłciowości aż po hermafrodytyzm. Natomiast płeć kulturowa, czyli gender, to stereotypowe zachowania danej płci dotyczące ról społecznych i kulturowych uwarunkowań.

Zatem jeśli nie wojujący feminizm pod tytułem "Kirgizka wchodzi na konia", ani nie genderowe ubolewanie nad stereotypem kobiety - zniewolonej strażniczki ogniska domowego o kulturalnie skrępowanych stopach i umyśle, to co? Z pewnością nie egzotyczne "kobiety na krańcu świata", ponieważ po pierwsze, wstyd było by sugerować w XXI wieku, że Ziemia jest płaska i ma jakieś krańce, a po drugie, "dzicy" Bronisława Malinowskiego3 nie uprawiają już na okrągło seksu w krzakach, tylko prowadzą lukratywne gospodarstwa algo-turystyczne pod palmami, tudzież luksusowe spa na Bali i innych Ko Samui. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, azjatyckie bohaterki moich zdjęć to kobiety takie jak wszędzie, gdyż na naszych oczach dokonała się damsko-męska rewolucja obyczajowa. Janusz L. Wiśniewski w książce "Czy mężczyźni są światu potrzebni?" określił to następująco: "Mężczyźni i kobiety obeszli równik historii, powracając do jaskiń. Przynajmniej jeśli chodzi o seksualne partnerstwo i równouprawnienie." Uciśniona przez teologię rozbuchana biologia człowieka, jedynego gatunku (poza muchami i pluskwami), który pożąda i spółkuje bez względu na porę roku4, po wielu wiekach wypełzła wreszcie z zatęchłego podziemia. Religie, poza częścią świata Islamu, straciły władną posadę stabilizatorów społeczeństw i zostały zastąpione przez młodszą i nowocześniejszą kadrę praw człowieka i human security5 . Ludzie nie muszą już za wszelką cenę zmuszać się do monogamii, którą uznano zresztą za niezgodną z naturą człowieka.

Kontrowersyjną kwestią jest to, czy równouprawnienie wyszło kobietom na zdrowie. Jeszcze raz powołam się na Wiśniewskiego, który porównuje seksualność mężczyzny do biologii gekona. A mianowicie, gekon6, który już dopadnie samicę chętną do wiadomego aktu, rozpoczyna coś w rodzaju tańca godowego… przed innymi samicami, które znajdują się w pobliżu i nawet niekoniecznie są płodne. "Podniecony seksualnie gekon jest zadziwiająco podobny do mężczyzny, ale w jednym bardzo się od niego różni. Gekon zachowuje się, jakby myślał o przyszłości"7. Samiec gekona, w nadziei, że znów będzie ojcem, zostaje wśród samic, aż dojrzeją w nich jajeczka. Samiec ludzki oświadcza niezależnie od wieku, że jeszcze nie dorósł do związku i leci bzykać bez zobowiązań na inna łąkę, gdzie trawa jest bardziej zielona. Równouprawnione kobiety mogą sobie pracować, nawet studiować, i sypiać z kim chcą, ale w zamian często muszą same ponosić odpowiedzialność za bezpieczeństwo socjalne swoich dzieci. Kiedy podróżowałam po Azji Południowo-Wschodniej czasami miałam wrażenie, że mężczyźni pochowali się w jaskniach w jakichś sobie tylko wiadomych celach wyższych, pozostawiając kobietom trywialne kwestie opieki nad dziećmi i zapewnienia im materialnego bytu. W południowych Chinach widziałam mężczyzn jak siedzą na ulicach i lulki palą - długaśne fajki wodne z bambusa. W Kambodży wylegiwali się w rikszach, czekając na klientelę - kobiety z dziećmi na plecach, pod pachą i pod spódnicą. W Birmie popijali piwo rodzimej marki "Myanmar" i oddawali się jakiejś lokalnej odmianie hazardu w zacienionej części domostw. W Laosie, okutani w mnisie szaty w różnych odcieniach pomarańczu, recytowali sutry buddyjskie w świątyniach.

Większość kobiet na zdjęciach, choć uwiecznionych w bezruchu, tak naprawdę jest w pracy - zarobkowej lub bezpłatnej, tzw. "shadow work"8 , czyli pracy związanej z prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi . Piękności o długich szyjach z Chiang Dao Karen Long Neck - Padaung Village sprzedają etniczne pamiątki własnej roboty i pozują do zdjęć w wiosce, która jest czymś w rodzaju skansenu lub, jak chcą inni, ludzkim zoo. Laotanka w Wientian handluje jaskółkami dymówkami w klatkach, które turyści wypuszczają "na wolność" wypowiadając jakieś życzenie, nie wiedząc, że głodzone ptaszki zaraz zostaną ponownie schwytane i sprzedane kolejnym naiwnym. Strasza Wietnamka w jednej z najbiedniejszych prowincji kraju, Tra Vinh, podwiozła właśnie na motorze córkę, zięcia i wnuczkę9 na autobus jadący do Sajgonu. Umorusana Chinka pożegnała nastoletniego syna, który odjeżdżał w siną dal, obładowany workami z ryżem i warzywami, i stoi teraz zatroskana na pustej zakurzonej drodze w interiorze południowego Junanu. A Kambodżanka z córką jedynaczką pozuje mi do być może ostatniego zdjęcia w jej życiu, bo umiera na pewna chorobę zawodową, której nabawiła się chcąc przeżyć w Phnom Penh. W ośrodku do którego trafiła w ostatnim etapie rozwoju choroby, każdy, nawet dzieci, ma przydzieloną jakąś pracę. Jej zadaniem było zamiatanie terenu na dworze przed stołówką. Ostatnio, bardzo już osłabiona nie może ustać na nogach, więc zamiata na siedząco... Choć nie zamieniłyśmy ze sobą ani słowa, czuję, że w jakiś sposób domyśliła się, iż jako wolontariuszka zostałam poproszona przez kierownika hospicjum o zrobienie "tej" fotografii, która będzie stała przy urnie z jej prochami.

Dodatkowe informacje

  • Przypisy: 1 Kierunek społeczny zajmujący się badaniem różnic kulturowych wynikających z odmienności płci
    2 "Kobieta tak potrzebuje mężczyzny, jak ryba potrzebuje roweru" to słynne powiedzonko Glorii Steinem, założycielki feministycznego magazynu "Ms".
    3 Bronisław Malinowski, czołowy polski antropolog, autor dzieła "Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji".
    4 Jak podaje Janusz L. Wiśniewski w powyżej wspomnianej książce
    5 Human security czyli bezpieczeństwo człowieka (jednostki ludzkiej) zajmuje się obroną człowieka jako jednostki i zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa, co odróżnia je od bezpieczeństwa narodowego, które traktuje człowieka jako część zbiorowości i koncentruje się na obronie kraju przed zagrożeniami militarnymi i niemilitarnymi.
    6 Gekony są gadami o najbardziej prymitywnej wśród jaszczurek budowie i należą do rodziny gekonowatych, która obejmuje ponad 100 rodzajów i blisko 1200 gatunków.
    7 Janusz L. Wiśniewski. "Czy mężczyźni są światu potrzebni?" Wydawnictwo Literackie, 2007.
    8 "Shadow work" to termin ukuty 30 lat temu przez Austriackiego filizofa, Ivana Illicha, na określenie pracy, za którą nie otrzymuje się wynagrodzenia, np. pracy w gospodarstwie domowym.
    9 Udokumentowany przeze mnie fotograficznie rekord pasażerów na motorze w Indochinach to pięć osób, ale widziałam też i sześć.
Ostatnio zmieniany

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się